Makaron lubię, a w połączeniu z dobrym sosem to nie pogardzę i większą porcją.
Jednak nigdy nie byłam typową paściarą, ani nie uważam kuchni włoskiej za wybitnie smaczną. Owszem, ma swoje momenty, ale nie stanowi dla mnie wyzwania smakowego.
Plus – w dość krótkim czasie i bez większego wysiłku można stworzyć całkiem zjadliwe dania, przeważnie ciężkostrawne i tłuste – w sam raz na #fatfriday 😉
Ponieważ dzisiaj piątek, mam dla Was kolejne guilty pleasure, rasowy foodporn w sam raz na początek weekendu: spaghetti carbonara 🙂

Składniki:

  • 400 g makaronu pszennego spaghetti
  • 200 g guanciale czyli dolna część świńskiego policzka (podgardle) – ja wzięłam w zamian wędzone podgardle u osiedlowego rzeźnika, ale jak i tego nie znajdziecie, weźcie po prostu tłusty wędzony (nie surowy) boczek.  
  • 100 g startego sera pecorino lub parmezanu
  • 4 żółtka z jajek M (jajka powinny być możliwie jak najbardziej świeże)
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • świeżo zmielony czarny pieprz
  • opcjonalnie natka pietruszki
  • 2 spore ząbki czosnku

Porcja dla 3 głodnych osób
Czas: ok 30 minut

Hint1: szperając w internetach i przeglądając książki kucharskie upewniłam się, że prawdziwa carbonara jest na żółtkach, beż śmietany ani ty bardziej wina (winem można popijać, a i owszem), dlatego taką też wersję Wam przygotowałam.
Hint2: w kilku wersjach pojawiła się informacja o dodaniu całych jajek, ale odradzam – białko ścina się szybciej niż żółtko i błyskawicznie transmutuje w jajecznicę jeśli dodacie je do zbyt gorącego makaronu. Więc nie polecam – weźcie tylko żółtka. A z białek zróbcie bezy. ^^
Hint3: guanciale jest jak tłusty boczek ale mięso jest delikatniejsze i ma mniej intensywny aromat – mi kojarzy się bardziej ze słoniną. Jeśli uda Wam się dorwać – weźcie oryginalne włoskie, a jak nie poszukajcie u rzeźnika wędzonego podgardla i ewentualnie połączcie 2:1 z boczkiem (2 x wiecej podgardla niż boczku). Jeśli jednak znajdziecie jeno sam boczek – weźcie taki najbardziej tłusty. 
Hint3: do carbonary będzie też pasować pancetta, chociaż boczek moim zdaniem jest lepszą opcją. 

Przygotowanie:
1). Wrzuć makaron spaghetti do osolonego wrzątku (ok łyżeczka na litr wody) i gotuj zgodnie z wytycznymi na opakowaniu – ja trzymałam trochę dłużej niż al dente. Zanim odcedzisz – odlej pół szklanki wody (będzie potrzebna do sosu).
1). Od podgardla/boczku odkrój i wyrzuć skórę (nie będzie potrzebna). Pokrój resztę w dość grubą kostkę.
2). Na patelni rozgrzej oliwę, wrzuć zmiażdżony (najlepiej nożem) czosnek i podsmaż aż się zarumieni po czym go wyjmij (nie będzie więcej potrzebny – ma tylko dodać więcej aromatu).
3). Na oliwę przełóż pokrojone mięso, smaż na średnim ogniu aż schrupieje i wytopi się większość tłuszczu (ok 7 minut).
4). W międzyczasie wymieszaj żółtka z 3/4 startego sera, zmielonym pieprzem (ok pół łyżeczki) i powoli wlewaj wodę z makaronu.
Powinna być gorąca, ale nigdy wrząca – bo jajka się zetną i wyjdzie jajecznica, a tego nie chcemy ;-).
4). Odlej połowę tłuszczu z patelni (chyba, że lubisz jak makaron ocieka tłuszczem, wówczas zostaw, ale moim zdaniem zbyt duża ilość niekorzystnie wpływa na smak), przełóż makaron na patelnię i wymieszaj. Zdejmij z ognia i przełóż całość do miski.
5). Do mocno ciepłego, ale nie gorącego makaronu dodaj jajka z serem i energicznie wymieszaj (polecam szczypce lub sztućce do sałatek).
6). Podawaj od razu, posypane dodatkowo tartym serem i/lub natką pietruszki oraz zmielonym pieprzem.

P.S.
Ze względu na kaloryczność i ciężkostrawność dania zalecane jest popijanie słusznymi ilościami wina 😉