Na początku marca tego roku, podczas rozmowy rekrutacyjnej zastrzegłam, że jeśli mam zacząć pracę to bezwzględnie 28. kwietnia muszę mieć zagwarantowany urlop bo jadę na Pyrkon.
Usłyszałam pytanie:” Pyrkon? A co to? Festiwal ziemniaka? He-He-He” ;>

Udzieliłam więc wyczerpującej informacji, pracę dostałam, urlop też i wystarczyło tylko wyczekiwać wyjazdu.

Jeśli nigdy nie uczestniczyliście w festiwalu fantastyki to ciężko będzie to dokładnie słowami opisać.

Na te kilka dni okolica Międzynarodowych Targów Poznańskich zmienia się nie do poznania: na terenie obiektu jak i w samym centrum miasta, pełno jest osób przepranych za najróżniejsze postacie ze świata fantastyki, nie dziwi więc chłopak w stroju Pikachu czy kilkuletnia dziewczynka przebrana za mini wersję Chewbacca.
Atmosfera jest niezwykła, bardzo radosna, powiedziałabym ,że  nawet „uchachana” i ogromnie pozytywna – wszyscy się cieszą, uśmiechają, są bardzo życzliwi i chętnie pozują do zdjęć.
To jedyne miejsce w Polsce, gdzie czułam się tak bardzo normalna i przeciętna, ale w tym pozytywnym znaczeniu.
Zamierzam wrócić tam za rok, a was zachęcam do obejrzenia zdjęć z festiwalu :).