Kiedy byłam dzieckiem bardzo lubiłam wieczorem 1go listopada, a właściwie tuż po zapadnięciu zmroku, wybrać się na cmentarz.
Co ciekawe, nie przepadałam za odwiedzaniem grobów w ciągu dnia, gdy tłumy przewalały się przez cmentarz, było głośno, tłoczno i dało się wyczuć wszechobecny pospiech i zniecierpliwienie.
Co innego wieczorem, gdy było już ciemno, a cmentarze olśniewały blaskiem świeżo zapalonych świec i zniczy.
Lubiłam ten moment, gdy można było nieśpiesznie przespacerować się, pomyśleć, wyciszyć.
Najchętniej odwiedzałam najstarszą część cmentarza, z rozpadającymi się nagrobkami, gdzie wyryte napisy już dawno się zatarły.

Pomijając handlarzy kwiatów, zniczy i licznych tandetnych, najczęściej plastikowych bibelotów, nie widziałam nigdy aby w związku z tym świętem sprzedawano tradycyjne, czy też regionalne potrawy. Nic z tych rzeczy.
Nie przypominam sobie również, żeby w moim domu rodzinnym czy u najbliższych z okazji Święta Zmarłych przygotowywano specjalnie tradycyjne jedzenie. Od lat byłam całkowicie przekonana, że pod względem kulinarnym, dzień ten niewiele różni się od pozostałych.
Do niedawna nie słyszałam nawet (pomijając wzmianki z Dziadów od dawna już u nas nie praktykowanych), o tradycyjnych polskich daniach przyrządzanych w dzień zaduszny.
Ale od czego mamy internet:)

W ostatnich latach dowiedziałam się o istnieniu pańskiej skórki –  mordoklejki sprzedawanej w Warszawie, tureckim miodku – znanym bardziej w rejonach Krakowa, czy zadusznych chlebkach, tzw powałkach sprzedawanych jeszcze w połowie XX wieku w pobliżu cmentarzy na Lubelszczyźnie i Kujawach.
Chociaż uważam, że Halloween znacznie ubarwił życie mieszkańców naszego pięknego kraju (poza tym każda okazja do przebieranek – KAŻDA – jest dobra), odżałować nie mogę, że zachłysnęliśmy się nowym, odstawiając w zapomnienie nasze tradycyjne zaduszki.

Wspomniane wcześniej powałki vel peretryczki (zwane tak w okolicach Ciechanowa) wypiekano zawsze przed Zaduszkami, ponieważ wierzono, że w Dniu Zmarłych do pieca mogłaby wpaść zbłąkana dusza, a chcąc się z niego uwolnić, mogłaby rozsadzić piec lub drzwiczki. Sądzono, że wiejskie pożary zagród w dniu Wszystkich Świętych i w Zaduszki powstają na skutek nieprzestrzegania tej niepisanej zasady i są skutkiem działania rozgniewanych dusz, którym zakłócono spokój wiecznego spoczynku. Rodziny udające się na groby zabierały ze sobą tyle zaduszkowych chlebków, ilu zmarłych odwiedzano na cmentarzu.
Powałkami obdarowywano  „dziadów proszalnych”,  którzy żebrali u cmentarnych bram i pod kościołami. Wierzono, iż „dziad” może kontaktować się z duszami, jest swego rodzaju pośrednikiem między światem żywych i umarłych. Za każdy chlebek miał odmawiać „wieczny odpoczynek” i to jego właśnie modlitwa miała za spoczywających być wysłuchana przez Boga, zaś sam „zaduszny posiłek” przekazany zmarłym.

Nie wiem, czy jeszcze są w naszym kraju miejsca, gdzie ta tradycja jest praktykowana, ale uznałam, że warto by było przypomnieć dawny zwyczaj i przygotowałam dla Was bardzo prosty przepis na owe zaduszkowe chlebki.
Przepis jest wdzięczny, łatwy i z pewnością podpasuje Wam do gustu.

Składniki:
  • 500 g sypkich ziemniaków, odmiana BC, ale najlepsze będą typu C (mają najwięcej skrobi)
  • ok 250 g mąki pszennej tortowej
  • opakowanie suszonych drożdży 7 g lub 25 g świeżych
  • 1 małe jajko
  • 2 łyżki mleka (obojętnie ile %)
  • łyżeczka cukru
  • pół łyżeczki soli
  • suszony tymianek, kminek i czosnek (też suszony)

Czas: przygotowanie 20 minut + wyrastanie 30 minut + pieczenie ok 20-25 minut
Składniki na 6 średnich porcji

Hint1: chociaż jest to przepis okazjonalny, związany z Zaduszkami, zachęcam Was do przygotowywania powałek przez całą zimę – szybko się je robi, dobrze smakują i jest to ciekawa alternatywa dla powszedniej kanapki 🙂
Hint2: ziemniaki MUSZĄ być typu C lub przynajmniej BC. Typ A/B czy AB to ziemniaki o zwartym miąższu, lepkie, nie rozpadające się i zawierające mało skrobi (polecam na sałatkę). Ze względu na dużą kleistość nie nadają się do wypieków, ponieważ wymagałyby użycia zbyt dużych ilości mąki (żeby w ogóle można było uformować ciasto) a im więcej mąki tym bardziej zwarte, twarde i mniej puszyste ciasto.
Ziemniaki najlepiej ugotować w mundurkach – wówczas nie namokną dodatkowo wodą i będą bardziej sypkie.

Hint3: do przepisu można wykorzystać mąkę bezglutenową, polecam wybrać gotowy mix mający w składzie m.in mąkę ziemniaczaną – wyjdą nieco bardziej puchate niż z mąki pszennej. (Tak, to pożądany efekt ;>).
Hint4: dążąc do ideału (który teraz właśnie czytacie:)), zrobiłam powałki zarówno z wykorzystaniem drożdży instant jak i świeżych. Pomijając bardziej intensywny „drożdżowy” posmak, przy użyciu świeżych – więcej różnic nie było, więc możecie dowolnie wybrać, które bardziej Wam pasują.
Hint5: jeśli zdecydujecie się na drożdże w proszku, również przygotujcie z nich rozczyn. Tak, wiem, że na opakowaniu producent napisał, że nie jest to potrzebne, ale dzięki temu będziecie mieć pewność, że ciasto na pewno podrośnie i będzie bardziej puchate niż w przypadku dosypania  proszku od razu do mąki, bez przygotowywania rozczynu.
Hint6: Przyprawy zamiast na wierzch, możena dodać podczas zagniatania ciasta. Oprócz wymienionych w przepisie będą pasować również: majeranek, oregano, bazylia, papryka czy pieprz ziołowy. 
Hint7: z tego przepisu możecie zrobić smaczny spód do pizzy: rozwałkujcie ciasto na duży, cienki placek, i koniecznie doprawcie bazylią i oregano. Pieczcie w 180º C przez ok 10-12 minut. Gorący posmarujcie sosem, dodajcie ulubione składniki i zapieczcie (grzanie z góry) przez kolejne 5 – 7 minut.
Hint8: jeśli jakimś nadzwyczajnym zbiegiem okoliczności, zostaną Wam wystudzone powałki, możecie wierzch posmarować sosem pomidorowym, przykryć plastrem sera i zapiec (od góry) w piekarniku – 180º C przez ok 7 minut. W tej wersji smakują bardzo dobrze:)
Hint9: WAŻNE – jeśli zamiast piec, postanowicie usmażyć je w gorącym oleju, wyjdą Wam langosze – bardzo smaczne węgierskie placki ziemniaczane 🙂

Przygotowanie:
1). Drożdże wykrusz/wsyp do niewielkiej miski, dodaj cukier, dwie łyżki ciepłego (letniego) mleka, zamieszaj, przykryj z wierzchu świeżą ściereczką i przełóż w ciepłe miejsce na ok 10 minut do wyrośnięcia.
2). Ziemniaki ugotuj wcześniej w mundurkach i odstaw do całkowitego wystudzenia – mogą również być z poprzedniego dnia.
3). Zimne ziemniaki obierz, przeciśnij przez praskę do ziemniaków (jak nie masz praski, możesz zetrzeć je na zwykłej tarce o małych oczkach).
4). Do ziemniaków dodaj rozczyn, mąkę, sól i roztrzepane widelcem jajko.
5). Zagnieć gładkie ciasto (będzie się lepić) i uformuj 6 kulek. Aby ciasto nie kleiło się  za mocno do rąk, obficie podsyp je mąką, ale nie dogniataj jej do ciasta – im więcej mąki tym powałki będą bardziej twarde.
6). Przygotuj blachę do pieczenia – włóż ją papierem i obsyp z wierzchu mąką. Ułóż na niej kulki z ciasta lekko je spłaszczając, w odstępach minimum 3 cm z każdej strony (ciasto podwaja swoją objętość). Odstaw w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na ok 30 minut.
7). Nastaw piekarnik na 100 ºC (grzanie góra – dół).
8). Podrośnięte powałki natnij na krzyż ostrym, zwilżonym w zimnej wodzie nożem i posyp z wierzchu tymiankiem, kminkiem i suszonym czosnkiem (świeży czosnek się przypali, a granulowany ma zbyt sztuczny posmak).
9). Wstaw do piekarnika na środkową półkę, zamknij drzwiczki i zwiększ temperaturę do 160 ºC, dzięki temu ciasto dodatkowo podrośnie.
10). Piecz przez ok 20 – 25 minut, aż wierzch i brzegi ciasta się zarumienią.
11). Podawaj z ulubionymi dodatkami.