Nie wiem, kim był człowiek, który stwierdził, że pierwszy naleśnik nigdy nie wychodzi.
Obstawiam  pobudki czysto egoistyczne – to przecież doskonała wymówka aby zjeść, bo jak nieudany to przecież nie może się zmarnować 😉
Naleśniki w naszej kulturze są tak zakorzenione jak pierogi i bez problemu kupimy je w każdym mieście, a już na pewno w każdym barze mlecznym o naleśnikarniach nie wspominając. Zapewniam Was, że zdecydowanie najsmaczniejsze są te domowe. Oczywiście, o ile mamy dobry przepis i trochę cierpliwości.

Aby móc zajadać się smacznymi, nieprzypalonymi naleśnikami musimy przestrzegać kilku zasad, ale są tak banalnie proste, że sami będziecie zaskoczeni dlaczego wcześniej nie próbowaliście.
Słowo blogera ^^
To jak? Zaczynamy?

Patelnia to podstawa
Po pierwsze patelnia powinna być gładka, mieć nienaruszoną powłokę i najlepiej być lekka – czyli typowa do naleśników, z cienkim dnem aby szybko się nagrzewała. Owszem na innych też wam wyjdzie, ale zdecydowanie polecam zainwestować w naleśnikową. Bez problemu dostaniecie je w marketach, ja mam aktualnie nieco wysłużoną, ale dalej dobrą 2-latkę z Biedronki, za którą zapłaciłam ok 12-14 zł.
Jest idealna, lekka, poręczna i idealnie równa. Ciasto naleśnikowe rozprowadza się na niej gładką taflą, oczywiście o ile wcześniej ją dobrze rozgrzejecie.
Nadaje się również do smażenia placków, racuchów, tortilli czy cienkich omletów i ogólnie wszystkiego co nie wymaga za dużej ilości tłuszczu ani nie zajmuje dużo miejsca (patelnia jest płytka, dużo się nie zmieści).
A za taką cenę, nawet jak się przypali czy obskrobie, nie będę żałować, wyrzucę i kupię nową.
Oczywiście naleśniki da się usmażyć na zwykłej patelni, ale powinna być dość płytka, aby dało się wygodnie podważyć brzeg placka przed przewróceniem, lekka – wasze nadgarstki jeszcze mi podziękują za tą radę oraz możliwie cienka, aby wylane ciasto szybko się podsmażyło, bo to nie o to chodzi aby stać pół dnia przy garach, czyż nie? 😉

Ciepło, gorąco, parzy, czyli jak smażyć.
Mój sposób na idealne naleśniki, to podgrzanie oleju/masła poprzez przelanie go i równomiernie rozsmarowanie na patelni a następnie zlanie ciepłego (nie gorącego) do ciasta i energiczne wymieszanie, mikserem lub trzepaczką.
Po zlaniu tłuszczu, patelnię zostawiamy na ogniu i czekamy aż odpowiednio się rozgrzeje.
Możecie pominąć ten krok i po prostu wlać od razu zimny tłuszcz do ciasta, ale spróbujcie moim sposobem. Zawsze mi wychodzą, nawet ten przesądny pierwszy naleśnik i z pełną odpowiedzialnością go Wam polecam. 
Gdy patelnia się już rozgrzeje, mieszamy ciasto i nakładamy porcję (polecam chochlą do zupy – odmierza idealnie potrzebą ilość) rozlewając ją na rozgrzanej patelni. W tym celu unosimy patelnię, wlewamy ciasto i energicznym aczkolwiek płynnym ruchem kolistym nadgarstka, równomiernie rozprowadzamy ciasto na całej powierzchni patelni.
Jeśli nabierzecie za mało i są dziury, szybko dolejcie więcej, jak za dużo – cóż, wyjdzie grubszy naleśnik, a następnym razem odmierzcie nieco mniej ciasta.
Naleśniki lubią ciepło, ba one uwielbiają kuchenne tropiki. Po zbyt zimnej patelni nie rozleją się dobrze, co więcej – łatwo się wówczas przyklejają.
Nie możemy również przesadzić w drugą stronę i smażyć je na maksymalnym ogniu, bo zanim się odpowiednio zarumienią, już będą spalone.
W zależności od mocy kuchenki, temperatura smażenia będzie inna, ale najlepiej jak jest średnio mocna, taka gdzie naleśnik zaczyna odchodzić od brzegów po ok 30-60 sekundach. Na początku możecie sprawdzać czy spód się przyrumienił zanim odwrócicie na drugą stronę, ale z czasem będziecie robić to na czuja, serio.
Gdy brzegi lekko się podwijają, szpatułką podważamy naleśnik i szybkim ruchem przewracamy na drugą stronę. Jak spadnie poza patelnię, spokojnie nic się nie stało, wdech – wydech i szybko przekładamy do na miejsce.
Nie szarżujcie, nie bawcie się w żonglerkę i nie próbujcie podrzucać bo prawdopodobieństwo upadku na podłogę jest bardzo wysokie. Kulturalnie użyjcie szpatułki, będzie ok ;).
Rozmiar ma znaczenie
A właściwie grubość i struktura naleśnika. W zależności od dalszej destynacji (czyli czym je wypełnimy, czy będziemy zapiekać, czy będą na słodko, etc) powinniśmy odpowiednio dobrać konsystencję jak i składniki naszego ciasta naleśnikowego.
Ja nie będę tutaj dobrym przykładem, ponieważ zawsze robię cienkie, w myśl zasady – cienkie kruche ciasto, dużo nadzienia. Za puszystymi, miękkimi i i bardziej gąbczastymi nie przepadam, takie mogą być placki i racuchy, nie naleśniki. Ale wiem, że dla większości z Was naleśniki powinny być przynajmniej z tuzina jaj, więc pójdźmy na kompromis i zróbmy z 4 dużych jajek, może być? ;>

Ciasto I:
Składniki
na ok 14 – 20 sztuk (w zależności od grubości ciasta wlanego na patelnię jak i jej średnicy):

  • 4 jajka L (jak lubisz mięciutkie i puchate naleśniki weź 6-7 jajek)
  • 250 ml mleka krowiego, najlepiej 1,5 lub 2%
  • 250 ml gazowanej wody (mocno gazowanej, takiej gdzie o otwarciu bąbelki strzelają w nosie ;>)
  • ok 500 g mąki pszennej tortowej, najlepiej typ 400 lub 500 (zawsze miejcie trochę więcej mąki pod ręką niż podane w przepisie)
  • 2 pełne łyżki oleju słonecznikowego lub klarowanego masła
  • szczypta soli

Ciasto z powyższych składników wyjdzie lekkie, puchate i powiedzmy uniwersalne. Naleśniki wyjdą smaczne, miękkie, łatwo będą się zawijać.
Idealnie skomponują się z każdym nadzieniem, słodkim czy słonym.
Możesz także gotowe ciasto podzielić na dwie miski, do jednej dodał łyżkę cukru i np cynamon czy ziarna wanilli i zrobić na słodko, do drugiej natomiast nieco więcej soli, przyprawy (ok płaska łyżeczka np ziół prowansalskich, bazylii, suszonego czosnku, papryki etc) i wykorzystać do wytrawnego nadzienia, np filetu z kurczaka czy sera z szynką.

Z kolei poniższe ciasto jest bardziej kruche (lekko kruszy się na brzegach), naleśniki wychodzą cieńsze, mało puchate, bardziej pergaminowe. Dla mnie idealne – bo wolę jak naleśnik jest cieniutki, o nienachalnym smaku, za to słusznie wypełniony farszem:

Ciasto II
Składniki
na ok 14 – 20 sztuk (w zależności od grubości ciasta wlanego na patelnię jak i jej średnicy):

  • 2 jajka S 
  • 2 – 3 szklanki mąki (pszennej tortowej typ 400 lub 500)
  • 0,5 szklanki wody gazowanej
  • 0,5 szklanki zwykłej, zimnej wody
  • 1 szklanka mleka 1,5 lub 2%
  • duża szczypta soli
  • 50 ml oleju słonecznikowego

Niezależnie od składu ciasta, wykonujemy je tak samo i identycznie smażymy naleśniki.
Kilka wskazówek:

Hint1: w zależności od rodzaju mąki jaką wybierzecie, ciasto pochłonie więcej lub mniej płynu. Mąka o niższym typie czyli np 400 zwiąże więcej płynu niż 500 czy 600.
Ideałem jest po wymieszaniu składników odstawić ciasto na minimum 15 a optymalnie 30 minut do naciągnięcia i aby gluten mógł popracować.
Po tym czasie, zamieszajcie i sprawdźcie jak wygląda konsystencja – za rzadka, dodajcie mąki, za gęsta – wody lub mleka.
Hint2: oczywiście naleśniki można zrobić z różnego rodzaju mąki, co kto woli, ale jeśli przymierzasz się po raz pierwszy – nie eksperymentuj i wybierz pszenną, najlepiej tortową. Później będziesz kombinować, ale na początek naucz się podstaw, na najprostszej i najbardziej uniwersalnej mące a potem będziemy szaleć. Obiecuję ;>
Hint3: z wyjątkiem tego jednego, pierwszego razu, patelni nie trzeba natłuszczać a dodatek tłuszczu do ciasta, całkowicie niweluje problem przywierania do patelni.
Hint4: woda powinna być gazowana, dzięki niej naleśniki wyjdą bardziej puszyste.

Przygotowanie:
1). Za pomocą trzepaczki lub miksera zmiksuj wszystkie składniki razem, ciasto ma być gładkie, bez grudek.
2). Ciasto naleśnikowe powinno mięć płynną ale lekko gęstą konsystencję, jak uniesiesz łyżkę, powinno spływać wolno lejącą się strugą.
3). Odstaw ciasto w spokoju na 15-30 minut (nie do lodówki, temperatura pokojowa jest najlepsza). Jeśli jest za rzadkie – dodaj mąki, za gęste – mleka lub wody.
4). Jeśli chcesz zrobić moim sposobem, na patelnię wylej olej, lekko podgrzej rozlewając równomiernie na powierzchni patelni a następnie zlej do miski i energicznie zamieszaj aby połączył się z resztą ciasta.
5). Rozgrzej patelnię, nałóż ciasto na chochelkę i rozlej cienką warstwą na powierzchni patelni.
6). Gdy brzegi zaczną się lekko kurczyć i odchodzić, przewróć na drugi bok i smaż krótko.
7). Zdejmij i nałóż kolejny naleśnik, postępuj tak samo jak z pierwszym aż do wykończenia ciasta.
8). Usmażone naleśniki zostaw do przestygnięcia. Podawaj z ulubionym nadzieniem

Odwieczny spór społeczny – jak zawijać?
Ja zwijam naleśniki najczęściej w trójkąt lub podwinięty rulon, jak do krokietów.
Dlaczego?
Trójkąty najwygodniej się je, z kolei te drugie zawijam tak, jeśli mam dalsze plany wobec nich, np pójdą do zapiekania, na krokiety czy będą odgrzewane dnia następnego. W rulonie nie przeschną, a farsz nie wyleci podczas odgrzewania czy pieczenia.
Najważniejsze aby nadzienie rozsmarować po całym naleśniku, niezależnie od sposobu zawijania.
Nr 1: rulonik
Ruloniki dobrze się prezentują jeśli przekroicie je na pół pod skosem lub całość pokroicie na krążki – jak mini roladki.

Nr2: podwijany rulonik
Idealny kształt do dalszych eksperymentów,czy odgrzewania. Sprawdzi się podczas jedzenia rękami – poręczny, mieści się w dłoni i można się obejść bez sztućców.

Nr 3: trójkąty

Nie wciskaj do niego za dużo farszu, ponieważ ciężko będzie złożyć i może popękać.
Zgrabny, bardzo wygodny do jedzenia, ale sztućce muszą być ;).

Podsumowanie:
I jak? Spróbujecie zrobić?
Przyznajcie, to wcale nie wygląda groźnie, a właściwie to całkiem potulnie i łatwo. Na pierwszy raz trzymajcie się przepisu, ale jak tylko poczujecie się pewnie i nabierzecie wprawy – zaszalejcie z dodatkami. Bo właściwie czemu nie^^
Macie moje przyzwolenie, nawet spoglądam przychylnym okiem, w moim szałowym outficie. Doceńcie 😀