Ciocia Kazia, co roku na kilka dni przed Wigilią piekła pierniczki w ilościach hurtowych.
Jako dziecko bardzo ubolewałam, że do cioci mam daleko – nieco ponad 200 km, więc owych pierniczków za często nie jadłam.
Zdarzyło się jednak kilka razy spróbować i pomimo, że minęło kilkanaście lat – do tej pory doskonale pamiętam ich smak.
Ciocia znając moje uwielbienie dla jej słodkości, któregoś razu, gdy odwiedziła ją siostra (a moja babcia), zapakowała jej wielką papierową torbę pełną pierniczków z wyraźnym poleceniem doręczenia do rąk własnych. Czyli moich.
Babcia przyjechała późnym wieczorem, trzymając w ręku pomiętą torebkę z garstką pierników.
Ciocia zadzwoniła niedługo później z pytaniem czy dostałam pierniczki. Kończąc rozmowę zapytałam się babci, gdzie reszta, na co odpowiedziała, że była głodna a poza tym wcale nie były takie dobre. XD
Kojarzycie scenę z pociągu, z chipsami z Dnia Świra? 
Dokładnie tak, ostatni 😀
Cioci już nie ma, ale na szczęście zawczasu wydobyłam od niej przepis i nawet udało mi się go wiernie odtworzyć.
Podczas przeprowadzki zaginął ale ostatnio szczęśliwym trafem przypomniałam sobie składniki 🙂
Pierniczki są miękkie, bardzo aromatyczne i cholernie mocno uzależniające.
I wcale nie trzeba ich przygotowywać kilka tygodni wcześniej.
Dla mnie mają dodatkowego skilla – w trymiga, już po pierwszym ugryzieniu wywołują smaczne wspomnienia z dzieciństwa 🙂

Składniki:

  • 500 g sztucznego miodu
  • ok 50 g prawdziwego miodu (wybrałam gryczany)
  • 100 g białego cukru na karmel
  • 100 g masła 82%
  • 2 całe jajka M
  • 40-50 g dobrej przyprawy do piernika, najlepiej z anyżem lub dodatkowo 1 łyżeczka mielonego anyżu
  • ok 1 kg mąki pszennej typ 650
  • 2 płaskie łyżkaeczki amoniaku (opcjonalnie można zastąpić sodą oczyszczoną, ale na amoniaku pierniczki lepiej rosną i są bardziej pulchne

+ na lukier: 

  • 2 białka z jajek L
  • ok 2,5 szklanki cukru pudru
  • 1 łyżeczka gorzkiego kakao
  • 1 łyżeczka mielonego anyżu
  • 1 łyżeczka aromatu miętowego (można pominąć)

Składniki na ok 200 sztuk
Czas: ok 2-3 h + kilka godzin na zmięknięcie

Hint1: jak wcześniej wspomniałam, pierników wychodzi ogrom i jeśli nie macie w planach obdarowywania bliskich, spokojnie zróbcie połowę, wówczas zmniejszcie proporcjonalnie ilość składników.
Hint2: w przepisie podany jest sztuczny miód, wynika to m.in z tego, że dawniej ten prawdziwy był bardzo drogi. Nie próbowałam zrobić ich bez tego składnika i dalej nie zamierzam – zwykły zmieni smak pierniczków, a tego bym nie chciała.
Hint3: ciasto na pierniki zagniatamy i wałkujemy od razu, dodatek karmelu sprawi, że po całkowitym wystudzeniu ciasto będzie bardzo twarde i wyjątkowo oporne na wałkowanie. Chyba, że macie zaprzyjaźniony magiel pod domem. Magiel dałby radę 😉
Dlatego pieczenie zaplanujcie w wolnym dniu, gdy będziecie mieć wolne minimum 2 godziny.

Hint4: pierniczki bardzo wdzięcznie się pieką, już po ok 8 minutach są gotowe. W piekarniku mocno rosną w górę, tj robią się grube (pęcznieją), dlatego wałkujemy na max grubość 3-4 mm. Plus – można je ułożyć w niewielkiej odległości od siebie – 1 cm z każdej strony będzie w sam raz.
Hint5: na czas mięknięcia pierniczków, zorganizujcie trochę wolnej, płaskiej powierzchni – powinny leżeć około 3-4 godziny.
Hint6: ciasto najlepiej rozwałkować pomiędzy arkuszami papieru do pieczenia – nie będzie się kleić i nie będzie wymagać dodatkowych ilości mąki.
Hint7: jeśli zależy wam na przemyceniu w cieście błonnika, zwykłą mąkę zastąpcie pszenną pełnoziarnistą lub dodajcie ok 3 łyżki drobno zmielonych otrąb pszennych. Nie wpłynie to znacząco na smak, a wy (jeśli akurat tego potrzebujecie) poczujecie się lżej ze świadomością, że odpowiednio dbacie o swoje zdrowie.
😉

Przygotowanie:
1). Na patelni lub w rondelku rozgrzej cukier – nie mieszaj, aż całkowicie się rozpuści. Trwa to około 10 minut – uważaj, żeby ogień nie był za wysoki, bo cukier się spali i będzie gorzki, a gorzki karmel nadaje się tylko do wyrzucenia.
2). W międzyczasie podgrzej miód, masło, sztuczny miód i przyprawy (oprócz amoniaku) – składniki powinny być gorące, ale nie mogą się zagotować.
3). Gdy cukier się rozpuści na karmel, powoli i ostrożnie wlej miód z masłem energicznie mieszając (miód wlewamy do karmelu, nie odwrotnie), podgotuj na małym ogniu przez chwilę, aż składniki się połączą. Odstaw na bok aż trochę przestygnie.
4). Połowę mąki przesiej przez sitko wraz z amoniakiem (sodą), dodaj przestudzony (ale dalej płynny) miód z masłem i karmelem, zagnieć.
5). W osobnym naczyniu rozbij jajka, roztrzep je widelcem i dodaj do ciasta.
6). Dodawaj pozostałą mąkę, cały czas zagniatając aż wytworzy się gładka, zwarta i lekko klejąca kula. Odstaw na ok 30 minut (ale nie dłużej).
7). Na stolicę lub matę silikonową połóż papier do pieczenia i rozwałkuj porcjami ciasto.
8). Wykrój dowolnej wielkości i kształtu pierniki, pamiętając żeby nie były zbyt grube (3-4 mm jest ok).
9). Rozgrzej piekarnik do ok 180 ºC ( grzanie góra – dół), pierniki przełóż na papier do pieczenia i piecz ok 8 minut na jasno brązowy kolor.
10). Gorące pierniki przełóż ostrożnie na talerz i zostaw do wystudzenia.
11). Przygotuj czyste i mokre ściereczki kuchenne, jedną połóż na blacie, na niej rozłóż wystudzone pierniczki i przykryj drugą mokrą ściereczką.
Dla ułatwienia możesz spryskać je wodą ze spryskiwacza – takiego do kwiatków 😉 Ważne żeby były mokre, ale nie ociekające wodą.
12). Zapomnij o piernikach na ok 2-3 godziny. Po tym czasie powinny zmięknąć a ich wierzch być lekko mokry.
13). Przygotuj lukier: białka z dwóch jajek ubij mikserem, ale nie na sztywno, następnie stopniowo dodawaj cukier puder cały czas miksując.
Na koniec dodaj anyż, kakao i olejek miętowy. Utrzyj krótko i za pomocą pędzelka polukruj z jednej strony pierniczki – odstaw w suche miejsce (lukier nie lubi wilgoci ani tym bardziej lodówki!) aż zastygnie.
14). Możesz je przechowywać w słoiku lub puszce w suchym miejscu przez ok 3-4tygodnie, nie polukrowane i niezmiękczane – kilka miesięcy 🙂