Faworki wolałam od zawsze. Mogłam zjeść ich ogromną ilość i dalej czuć się lżej niż po jednym pączku.
W domu obowiązkowo smażyliśmy faworki w środę wieczorem lub z samego rana w tłusty czwartek, bo tego dnia smakowały najlepiej i świeże były po prostu najbardziej chrupiące.
Kompletnie niezrozumiałym było dla mnie kupowanie w cukierniach tych pękatych, drożdżowych mutantów, często zalatujących nieświeżym olejem.
Podobno gdzieś w tym kraju żyją ludzie, którzy lubią miękkie i grube faworki. Nie spotkałam ich nigdy, więc może to tylko pogłoski ;-).
Obecnie przechodzę sporą rewolucję żywieniową, głównie z powodów zdrowotnych musiałam wykluczyć całkowicie gluten (niedługo opowiem Wam o co konkretnie chodzi), dlatego też zmuszona byłam do przerobienia moich ukochanych dań na wersje #glutenfree lub poszukania w miarę smacznych zamienników.
Nie, nie było to proste.

Nawet nie spodziewałam się, jak bardzo byłam przyzwyczajona do pszenicy i jej pochodnych: świeży, gorący chleb z pobliskiej piekarni, pizza prosto z pieca, pierogi, naleśniki…etc. Ale jak mus to mus.
Na moje szczęście okazało się, że bezglutenowe faworki są równie smaczne jak te tradycyjne, szybciej się je robi i są podobnie kruche.
Chociaż trzeba je zrobić bardziej grubsze, nie ujmuje to absolutnie im smaku.
Ja już się z nimi zaprzyjaźniłam, będą u mnie gościć co roku, może nawet częściej.
Pora na Was 🙂

Składniki:

  • ok 300 g mieszanki bezglutenowej (polecam lub )
  • 4 duże żółtka z jaj L lub 5 z jajek S
  • ok 125 ml gęstej, kwaśnej śmietany – 18 lub 22%
  • 2 płaskie łyżki cukru waniliowego (z ziarnami wanilii)
  • 1 łyżka octu 10%
  • szczypta (ok 1/4 łyżeczki) sody oczyszczonej
  • szczypta soli
  • skórka starta z 1 pomarańczy i 1 cytryny (można pominąć)

+ ok 800 -1000 g smalcu lub 1-1,5 l oleju do smażenia (u mnie smalec)
+ cukier puder do posypania na koniec

Składniki na 2 spore talerze faworków – mi wyszło ok 60 sztuk, ale to zależy jak grube i duże zrobicie.
Czas: 30 – 45 minut.

Hint1: bezglutenowe faworki z tego przepisu są bardzo zbliżone w smaku od tych tradycyjnych (mówimy o cienkich i mocno chrupiących), w smaku nie wyczułam różnicy, natomiast po upieczeniu są bardziej kruche. Te tradycyjne są sztywniejsze i mocno chrupiące, bezglutenowe natomiast przypominają mi w konsystencji kruche ciastka. Coś pomiędzy tradycyjnym faworkiem a kruchym ciastkiem 😉
Hint2: ponieważ nie dodajemy glutenu, ciasto jest mniej elastyczne i bardziej zwarte. Tych faworków nie da się rozwałkować na papier, powinny mieć grubość ok 3 mm – za cienkie będą się rwać.
Hint3: możecie pominąć dodatek skórki, ale moim zdaniem nadaje faworkom przyjemny cytrusowy posmak i zapach. Tylko nie dodawajcie zamiast tej kandyzowanej, to kompletnie co innego i po pierwsze nie da się rozwałkować (będą dziury) i przypali się podczas smażenia.
Hint4: tutaj nie wyrabiamy ciasta, nie tłuczemy go wałkiem etc. Nie ma glutenu, więc nie ma sensu ugniatać ciasta. Co więcej – najlepiej zagniatać krótko, im dłużej będziemy to robić tym ciasto będzie się mocniej kleić i rwać. Plus – oszczędzamy sporo czasu 🙂

Przygotowanie:
1). Żółtka wymieszaj z cukrem, dodaj ocet, sól, sodę, śmietanę i mąkę. Zagnieć na gładką kulkę.
2). Na stolnicy (lub macie silikonowej) rozsyp odrobinę mąki i rozwałkuj ciasto na grubość ok 3 mm (lub 2 jak nie będzie się rwać ;>).
4). Wykrój podłużne paski o długości ok 6 – 7 cm (nie dłuższe, bo po usmażeniu mogą się pod swoim ciężarem złamać). Zrób na środku nacięcie i uformuj faworki.
5). Rozgrzej tłuszcz, wkładaj ostrożnie faworki i smaż krótko na jasno brązowy kolor (ok minuta z każdej strony). Na raz smaż nie więcej niż kilka, powinny swobodnie pływać na powierzchni. Za duża ilość spowoduje obniżenie temperatury i mogą za mocno nasiąknąć tłuszczem.
6). Delikatnie i raczej pojedynczo (są bardzo kruche) wyjmuj i odsącz z nadmiaru tłuszczu na papierowym ręczniku.
7).  Jeszcze ciepłe oprósz cukrem pudrem.
8). Podawaj od razu :-).